Nad Runowem szaleje potężna burza. Mieszkańcy wsi wierzą, że to efekt słowiańskiego „czarciego wesela”, gdy demony bawią się na niebie, zsyłając ludziom obłęd i śmierć.
Następnego dnia komisarz Sambor Malczewski wraz ze swoim psem, Terrorem, przeszukują las. W starym, powojennym schronie natrafiają na ludzkie szczątki. Szybko okazuje się, że należą one do Beaty i Juliana Wilczków oraz ich córki Klary – rodziny, która zaginęła bez śladu dwadzieścia lat wcześniej.
Malczewski przypuszcza, że za ich śmierć może odpowiadać Andrzej Robotnik – mężczyzna, który przed laty zamordował żonę, syna i teściową, po czym uciekł w głąb Puszczy Gorzowskiej.
Wkrótce dochodzi do kolejnego makabrycznego morderstwa, a wśród mieszkańców Runowa wybucha panika.
Co tak naprawdę wydarzyło się w starym schronie?
Czy Wilczkowie padli ofiarą zbiegłego mordercy?
I kto dziś sieje grozę wśród mieszkańców, kiedy demony z nieba już ucichły, lecz te ludzkie dopiero się budzą?
Runowo znowu nie daje o sobie zapomnieć. Burza, stary schron, odnalezione po latach szczątki i atmosfera, która od pierwszych stron wciąga w coś znacznie mroczniejszego, niż mogłoby się wydawać.
Marcel Moss po raz kolejny wraca do świata, w którym przeszłość nigdy nie milczy, a ludzkie sekrety potrafią być groźniejsze niż jakiekolwiek legendy.
Skończyłam trzeci tom serii z Samborem Malczewskim i… mam sporo do powiedzenia.
Jeśli chcecie sprawdzić, co tym razem kryje Runowo i jak wypada „Schron” na tle poprzednich części, zapraszam do mojej recenzji: https://www.instagram.com/p/DU26A6xjQz5/