Powieść historyczną "Gdy płoną trzciny" w formie e-booka wysłał mi sam autor - Łukasz Zabilski. Stanowi ona początek jego twórczości, ogólnie rzecz biorąc nieudany.
Utworowi zdecydowanie brakuje głębi, zarówno tej przestrzennej jak i psychologicznej. Powierzchowność opisów sprawia że nie odczuwałem cierpień żołnierzy polskich, próbujących tłumić bunt na Haiti, dominium francuskim. Powtarzające się zwroty, z pewnością nie pomagały.
Następną wadę stanowią często powtarzające się i nic nie wnoszące próby tłumaczenia z "polskiego na polskie", opisów fabularnych. Czytelnik nie posiada przestrzeni na własną interpretację.
Papierowe, jednowymiarowe postacie były jak niedokładne hologramy, mogłem ujrzeć ich ruch, mogły przedstawiać kogoś z przeszłości, ale nie miałem pojęcia co tkwi w ich wnętrzu.
Powieść także z powodu nikłego napięcia nie przykuła mej uwagi.
Ponieważ nie chcę być okrutny, a także dlatego że wysłał mi ją autor stawiam ponad dwustu-stronicowej książce zawyżone 7/10.
ROK 1802, SAINT-DOMINGUE - RAJ, KTÓRY STAŁ SIĘ PUŁAPKĄ
Na rozkaz Napoleona pięć tysięcy polskich Legionistów trafia na karaibską wyspę, by stłumić bunt niewolników. Zamiast szybkiego zwycięstwa Polacy zastają tam śmiertelną tropikalną gorączkę i zdeterminowanych powstańców walczących o prawo do własnego państwa. Dla narodu, który sam doświadczył zaborów, ta wojna staje się potwornym dylematem mora...