Od dłuższego czasu miałem ochotę zaznajomić się z wierszami Ryszarda Krynickiego. Pierwszy tomik jaki wpadł mi w ręce nosi tytuł „Język to obnażone serce. Niezabliźniony świat”.
Miałem do czynienia z liryką wysokich lotów, lekką a jednocześnie dosadną, konkretną, wyrazistą. Ta poezja jest jak rana w którą autor sypie sól. Bolą rozdarte wnętrzności, naszej psychiki. Jednakże ów ból nie jest czczy, poeta odnosi się do ważnych i aktualnych mu wydarzeń. Broni polskości, prześladowanych, walczących o wolność rodaków.
Zbiór zawiera 70 wierszy, bardzo różnej długości, od kilku wersów, po pięciostronicowe. Większość z nich smuciło mnie, wywołując współczucie. Inne budziły wstręt lub lęk wobec podłości ludzkiej.
Język, to dzikie mięso
„Język, to dzikie mięso, które rośnie w ranie,
w otwartej ranie ust, żywiących się skłamaną prawdą,
język , to obnażone serce, nagie ostrze,
które jest bezbronne, ten knebel, który dławi”
Ten fragment wiersza dedykowany Zbigniewowi Herbertowi, jak dla mnie jest zbyt mocny i brzydki. Uważam że poezja winna być lekką i piękną, że w ten sposób okazuje nieprzepartą moc.
Ze względu na siłę prawdy płynącą z wierszy Krynickiego polecam je. Stawiam 8/10.