Jak miło po latach wraca się do znakomitej twórczości Terry'ego Pratchetta.
"Wiedźmikołaja" czytam po raz drugi. Za pierwszym razem bardzo się męczyłem, a druga lektura dwudziestego tomu "Świata Dysku" była dla mnie przednią zabawą. Powieść posiada wiele atutów, przede wszystkim:
- Setki scen z nieprzeciętnie inteligentnym, oryginalnym humorem przy którym, nawet ponurak wybuchnie śmiechem.
- Klarowne, zwięzłe pióro, kreślące sceny pełne niesamowitości i niecodziennej magii.
- Książkę utrzymano w świątecznym, miłym i urzekającym klimacie.
- Świetnie, bo po ludzku skonstruowanym postaciom wierzyłem bez zastrzeżeń. Ich oryginalność przydawała kolejnych smaczków.
- Niespiesznie ale bez spowolnień tocząca się akcja wciągała. Autor nie pozwolił mi się nudzić.
Znaczących wad nie wymienię, ponieważ uważam że powieść ich nie posiada.
Tajemnicza postać, określająca siebie jako audytor zleca Gildii Skrytobójców zabójstwo Wiedźmikołaja. Zlecenia podejmuje się cieszący się złą sławą Pan Herbatka. Czy zniszczy on zbliżające się Święta, czyli noc Strzyżenia Wiedźm?
Wspaniale czytało mi się tę ponad trzystu-stronicową książkę. Gorąco polecam, stawiam 9/10.
Opis:
Zapadła noc przed Nocą Strzeżenia Wiedźm.
I jest zbyt spokojnie.
Jest też śnieg, latają rudziki i gile, stoją ubrane drzewka, ale daje się wyraźnie zauważyć brak grubego osobnika, który przynosi zabawki...
Susan musi go odnaleźć przed świtem. Inaczej nie wzejdzie słońce. Niestety, do pomocy ma tylko kruka z apetytem na gałki oczne, Śmierć Szczurów i boga kaca. Co gorsza, ktoś wsuwa się je...