Lekturą "Martwego sadu" po raz pierwszy stykam się z twórczością Mieczysława Gorzki.
Kryminał oparto na ciekawym pomyśle, a mimo tego nie zawładnął on moją wyobraźnią i nie pochłonął uwagi. Napięcie przez większą część powieści jest marne. Prosty język, rysuje obrazy niepełne, niekonkretne, prawie bezbarwne. Opisy dróg wymienianych z nazwy, wydają się niczemu nie służyć, a liczne powtórzenia zwalniają tempo akcji.
Atutem są naturalne, w pełni ludzkie postacie, których losy i czyny byłyby całkiem zwyczajne gdyby nie sprawa sprzed lat. Oryginalny, powoli toczący się ale dobrze poprowadzany wątek kryminalny, przykuwa uwagę. Tym bardziej że nieuchwytny morderca, prowadzi z komisarzem Marcinem Zakrzewskim paranoiczną grę, oraz dybie na życie mu bliskich.
Mamy tu dwie sprawy. Pierwszą z lat 1949-1981, gdy co cztery lata, końcem września z okolic Szczepanowa regularnie znika chłopiec w wieku około 10 lat. Drugą z lat 1993-2013, gdy znów znikają chłopcy oraz bestialsko mordowane są kobiety.
Akcja powieści toczy się w 2013 roku, we Wrocławiu a także w okolicznych wsiach.
Raczej polecam średniej długości kryminał, stawiam 7/10.
00
Dodał:Serfer Dodano:12 IV 2026 (wczoraj) Komentarzy: 0 Odsłon: 28
Jakie tajemnice kryje przykościelny sad?
Komisarz Marcin Zakrzewski zostaje w środku nocy wezwany do brutalnego morderstwa na jednym z osiedli na obrzeżach Wrocławia. Podczas pościgu za zabójcą słyszy od niego tajemniczy przekaz: „Widziałem, jak diabeł chodzi tam na palcach“. Te same niepokojące słowa usłyszał trzydzieści lat wcześniej z ust brata bliźniaka, który zaginął w niewyjaśnionych okolic...