Rozwiązując „Nokatsu” przypomniało mi się, jaką miałam zajawkę na matematykę w gimnazjum i liceum. Po szkole z własnej nieprzymuszonej woli, dla rozrywki, w domu rozwiązywałam sobie zadania z podręcznika. Podczas maratonu matematycznego, nad ranem szukałam po korytarzach szkolnych matematyczki, bo miałam problem z jakimś ułamkiem, a nawet ona miała już dosyć, nie mówiąc o reszcie uczniów. Jestem humanistką i tabliczka mnożenia powinna być dla mnie koszmarem, ale jakoś rozwiązywanie równań traktuję na równi z rozwiązywaniem krzyżówek.
Tym przydługim wstępem chcę podkreślić, że „Nokatsu” opiera się w dużej mierze na liczbach i matematyce. Bardzo dobrze bawiłam się przy tych 30 łamigłówkach, ale do końca miałam nadzieję, że będą bardziej zróżnicowane. Zdaję sobie również sprawę, że nie wszystkim przypadną do gustu. Myślę, że np. moi starsi rodzice (powyżej 70 i 80 lat), którym przydałoby się jakieś ćwiczenie na sprawność mózgu, nie rozwiązaliby ani jednego zadania, a przynajmniej bardzo szybko by się zniechęcili, biorąc pod uwagę trudność tych wyzwań.
Polecam wobec tego osobom, którym matematyka nie straszna. Na wakacje, po pracy, po przebudzeniu, dla relaksu - „Nokatsu” to połączenie przyjemnego z pożytecznym. Satysfakcja z osiągnięcia maksimum punktów i zmieszczenia się w narzuconym czasie faktycznie jest duża. Największym wyzwaniem dla mnie było ograniczenie do jednej łamigłówki dziennie… i temu niestety nie sprostałam. To kiedy kolejna część?
(współpraca barterowa)