"choćbyś za kartkę biorąc niebo
przeczesał wersy jak pantograf
pociągu w który wpiąć ci trzeba
wstęgę muzobieżnego ognia
choćbyś uderzył w ton najczystszy
i gwiazdę zerwał siłą woli
korzenie pociął na domysły -
nie zgłębisz najsmolniejszej z roli."
Po dwunastu latach postanowiłem przypomnieć sobie bardzo miło wspominaną poezję Weroniki Stępkowskiej. Jej "Rozszczepienie języka obcego" to prawdziwa uczta dla ducha. Pełna zmysłowości, często smutna liryka, należy do trudnych w odbiorze. Występuje w niej wiele słów spotykanych rzadko, a w mowie potocznej prawie wcale. Przemyślenia poetki posiadają wielką głębię i nieprzeparty urok.
Mamy tu poezję wywarzoną, stonowaną, trafiającą do czytelnika za pomocą obrazów malowanych przenośniami, porównaniami i innymi środkami stylistycznymi. Co ciekawe, mocniej wpływały na moje emocje wiersze Stachury czy Leśmiana.
Urodzona w Łodzi poetka, kreśli krótkie i lekkie mimo ładunku intelektualnego wiersze o przemyślanej konstrukcji.
Zbiór wierszy okraszony pięknymi reprodukcjami zamknięto w płócienną oprawę. Tomik z dedykacją otrzymałem od samej autorki, za co jeszcze raz dziękuję. Zdecydowanie polecam, pozostawiając ocenę 10/10.
Numb
już wiedziałam: jestem prawdziwa
pąkami dojrzałej rosy. kwiat, który je
wydał, to półdzika
fre(ne)zja, próbująca
nas turcja - rosiczka
świtów i (z)m(ierz)chów.
wypowiedz na pamięć
to małe oczko wodne,
źródło wędrownych czajek.
zaciskam w serce ich bzy.
http://lubimyczytac.pl/ksiazka/193129/rozszczepienie-jezyka-obcego