Mistrzowskie opowiadania, nic dodać nic ująć. Trzeba czytać je po kolei, bo tworzą spójną całość i pokazują proces ewolucji robotów. W krótkich historiach autor ujął tak dużo treści i błyskotliwych pomysłów, że jest to niesamowite. Nie przepadam za science fiction tak bardzo jak za fantasy, zawsze boję się, że książka będzie dla mnie zbyt sucha i trudna, ale „Ja, robot” trafiło do mnie totalnie. Zrozumieją ją laicy, bo tekst jest wyjątkowo lekki i przystępny, mimo naukowej tematyki. Z każdym rozdziałem robi się coraz bardziej niepokojąco - bałam się czytać dalej, ale tak się wciągnęłam, że nie mogłam przestać. Czuć powiew klasyki i roku 1950, w którym ukazało się pierwsze wydanie, jednak mimo upływu czasu, wątki są wściekle aktualne. Dla mnie 10/10, czytajcie i zachwycajcie się wszyscy.
"Wasza nauka to mnóstwo zgromadzonych danych, pozlepianych jakąś prowizoryczną teorią, a wszystko to tak niewiarygodnie proste, że na prawdę nie warto poświęcać temu uwagi".
"Krótko mówiąc, jeśli Byerley przestrzega praw robotyki, może być robotem, ale równie dobrze bardzo dobrym człowiekiem".