Ucieczka przed hejtem, nowe życie w Belgii... i zwłoki pod drzwiami?

Recenzja książki Śmierć i belgijska czekolada
Ucieczka przed hejtem, nowe życie w Belgii... i zwłoki pod drzwiami?

Wyobraź sobie, że musisz uciekać przed medialną burzą. Porzucasz wszystko, wyjeżdżasz do malowniczego miasteczka w Belgii z nadzieją na święty spokój i lepsze jutro, a los... rzuca Ci kłody pod nogi w postaci zwłok. Właśnie tak zaczyna się ta powieść!

Główna bohaterka, Marta Kuleczka, wcześniej była popularną influencerką parentingową. Po tym, jak wylała się na nią gigantyczna fala nienawiści i hejtu, postanowiła odciąć się od przeszłości. Plan miała prosty: uciec z Polski, zamieszkać w urokliwym Leuven i zacząć od nowa.

Jednak podczas zwiedzania okolicy trafia na dziwne znalezisko, a prawdziwy horror zaczyna się, gdy wraca do domu – pod jej drzwiami leży martwe ciało znajomego.

Co robił trup pod jej drzwiami?

Czy Marta znów będzie musiała uciekać?

Jak sobie z tym wszystkim poradzi?

Moje wrażenia: Czy to na pewno kryminał?

Szczerze mówiąc? Ta historia niespecjalnie przypadła mi do gustu. Jak dla mnie to nie jest typowy, rasowy kryminał, a raczej powieść obyczajowa z lekkimi elementami kryminalnymi. Całe napięcie było dla mnie po prostu zbyt płaskie i zupełnie nie wzbudzało emocji.

Fabrykę napędza motyw „trzech kobiet, które biorą sprawy w swoje ręce” – w tę misję ruszają Marta, jej szwagierka oraz sąsiadka. Prowadząc prywatne śledztwo, Marta odkrywa przy okazji sporo mrocznych rodzinnych tajemnic.

Co w takim razie mi się podobało?

Autorka świetnie oddała realia życia na obczyźnie. Idealnie pokazała, co to znaczy być zdanym wyłącznie na siebie: z dala od rodziny i znajomych, z barierą językową i tą specyficzną świadomością, że lokalni mieszkańcy patrzą na Ciebie jak na kogoś „obcego”.

Ogromny plus należy się też za aktualny i ważny wątek social mediów. Autorka celnie punktuje to, jak bardzo internet daje ludziom złudne poczucie anonimowości i bezkarności. Hejterzy czują się odważni za ekranem, rzucając raniące słowa, których nigdy nie odważyliby się wypowiedzieć komuś prosto w oczy.

Warto też wspomnieć o samej sąsiadce głównej bohaterki – to absolutnie najlepsza postać w książce! Nie wahała się wyciągnąć pomocnej dłoni: pomagała przy dzieciach, robieniu obiadu, a na każde zmartwienie serwowała gorącą czekoladę, wierząc, że to najlepszy lek na wszelkie smutki.

Podsumowanie: Sięgnąć czy odpuścić?

Niestety, w książce zabrakło mi tego „czegoś”, co trzymałoby w napięciu i nie pozwalało oderwać się od stron. Chyba na stałe pozostanę wierna klasycznym kryminałom, w których akcja pędzi, a napięcie sięga zenitu.

Jeśli jednak szukasz spokojnej powieści obyczajowej z nutką zagadki, chcesz poczuć klimat mieszkania w Belgii i z tyłu głowy próbujesz rozwiązać łamigłówkę „kto zabił?” – ta pozycja może Ci się spodobać.
0 0
Dodał:
Dodano: 30 X 2026 (17 godzin temu)
Komentarzy: 0
Odsłon: 16
[dodaj komentarz]

Komentarze do recenzji

Do tej recenzji nie dodano jeszcze ani jednego komentarza.

Autor recenzji

Imię: Karolina
Wiek: 33 lat
Z nami od: 13 II 2019

Recenzowana książka

Śmierć i belgijska czekolada



Nowe życie, nowy kraj, stare kłopoty… Marta Kuleczka miała prosty plan: wyjechać do Belgii, zacząć od nowa i nareszcie złapać oddech. Jednak rzeczywistość szybko rzuca jej pod nogi martwego znajomego i stertę problemów, których nie sposób upchnąć do żadnej walizki. Gdy policja zaczyna przyglądać się jej rodzinie – a zwłaszcza mężowi – Marta, wspierana przez zdystansowaną sąsiadkę i nieco zbyt pew...

Ocena czytelników: 3.5 (głosów: 1)
Autor recenzji ocenił książkę na: 3.5