Spoglądając na nadany tytuł książki należącej do gatunku literackiego powieść autorstwa Pani Mélissy Da Costa pt. "Co przyniesie jutro" dostrzegłam to, że często zwracamy, się tymi słowami nawzajem zastanawiając, się nie wiedząc tego, jaki on będzie.
Postanowiłam się dowiedzieć, co autorka miała, na myśli tworząc go i czy płynie z niego jakikolwiek przekaz bądź nie, gdyż co do tego nie ma, nigdy, pewności jedynie możemy wywnioskować z tego, o czym ta powieść jest na podstawie opisu treści książki.
Twórczości autorki nie miałam okazji do tej pory poznać, ale z miłą chęcią zechciałam, dowiedzieć się co ukrywa tak wiele znaczący nadany książce tytuł.
Jak zachowa się Amande Luzin w sytuacji niespodziewanej dla niej samej, czy umie zaakceptować ją, czy może liczyć na pomoc osób, które są dla niej rodziną, całkiem obce, komu zaufa, a może odkryje kogoś, kto pozostawi jakiekolwiek wskazówki służące jej, aby dotychczasowe życie nabrało ciekawszego kolorytu smakowego?
Amande doświadczyła utraty wszystkiego tego, czego zdobyła do tej pory z początkiem kalendarzowego lata. Właściwie to musi dokonać natychmiastowych zmian i zmierzyć się z nowym wyzwaniem życiowym zapominając o tym, co ją podwójnie spotkało i spróbowaniem podarowania szansy na lepsze jutro do miejsca, w którym to miała żyć według planu z bliskimi sercu jej osobami.
Miłe jest, to kiedy ma się uzyskane wsparcie od teściów, szwagra oraz od obcych, znajomych świętej pamięci męża, że może na nich liczyć w każdej sytuacji niezależnie od miejsca, w którym się mieszka i tego właśnie doświadcza główna, bo bohaterka powieści autorstwa Pani Mélissy Da Costa pt. "Co przyniesie jutro" Amande Luzin. Wyczuwalne było to, jak z wielkim zaangażowaniem interesowali się jej dalszym losem, jak sobie radzi, czy są jej potrzebni, czy jak się to mówi, jest synową samowystarczalną, która nie lubi mieć kontaktu z nikim, bo żałobę przeżywa się na różny sposób i nie zawsze on służy pozytywnie osobom, które na dłuższy czas utraciły kontakt z rzeczywistością i izolują się od wszystkiego.
Nie podobało mi się zachowanie Julie, córki poprzedniej właścicielki Pani Hugues, która to pomimo tego, że nie mieszkała już w domu rodzinnym to była, jak dla mnie zbyteczną bohaterką, za bardzo wtrącała się do życia Amande.
U Amande brakowało mi tego, że nie umiała powiedzieć szczerze o tym, co czuje naprawdę, lecz miałam wrażenie, że skrywała to, co myśli w danej chwili. Jest to dla mnie troszkę irytujące zachowanie, ale z drugiej strony rozumiem ją, bo nie miała odpowiedniej w dzieciństwie osoby, z którą mogłaby porozmawiać o wszystkim. Brakowało jej miłości matczynej. Zbyt słaby kontakt z mamą zaowocował to, jaka jest i należy to zaakceptować.
Czytana przeze mnie powieść składa się z 25 rozdziałów. Nie czytało się jej szybko wbrew pozorom, jakbym przypuszczała.
Polecam przeczytać tę powieść.