Recenzja książki Nieźle to sobie wymyśliłeś, Albercie
Mimo że jestem osobą w średnim wieku, od czasu do czasu nachodzi mnie chęć na literaturę dziecięcą. Niestety czytając "Nieźle to sobie wymyśliłeś Albercie" bardzo się rozczarowałem. Myślę że dobre utwory dla dzieci cechuje to że podobają się także dorosłym.
Akcję tego krótkiego opowiadania, streścić można w dwóch najwyżej trzech zdaniach. Brak w nim napięcia, nic złego nie grozi postaciom. Nie ujmuje formą, szwedzka autorka układa krótkie, banalnie proste zdania. Nie znalazłem w nim żadnego morału.
Jedną z zalet odnajduję w realistycznym przedstawieniu ojca, który miast opiekować się synem tytułowym Albertem, czyta gazetę. Możemy jednak zauważyć że tatuś czuwa, pozostawiając dziecku dużą dozę swobody.
Drugą zaletą są śliczne, urzekające malunki, wypełniające większość powierzchni stronic.
Historia mimo że nie posiada głębszego przesłania, może skłaniać dzieci do większej samodzielności oraz rozwija wyobraźnię.
Mimo że opowiadanie nie powaliło mnie na kolana, polecam je rodzicom młodszych dzieci. Czytanie go przed snem może sprawić że wasze pociechy szybciej zasną. Stawiam 6/10.
Kiedy tatusiowie chcą mieć spokój, nie za bardzo przejmują się tym, co robią dzieci.
Dziś tak właśnie jest. Tata czyta gazetę.
– Mogę się pobawić skrzynką z narzędziami? – pyta Albert.
– Mmm – mówi tata. – Ale uważaj na piłę.
Albert Albertson mieszka z bardzo miłym tatą i kotem Puzlem. Jak każdy kilkulatek czasem ma problemy z zasypianiem, potrafi rano strasznie się grzebać przed wyjściem do prze...