Zbiór reportaży, o byłych Republikach Sowieckich położonych w Kaukazie i za Morzem Kaspijskim, nosi tytuł "Kirgiz schodzi z konia". Wydana w 1968 roku, jako jedna z pierwszych w bogatym dorobku Ryszarda Kapuścińskiego, zachwyca zarówno formą jak i bogatą treścią.
Język pełen ekspresji, przywołuje żywe obrazy, dźwięki i zapachy tamtych miejsc i czasów. Tu wszystko jest zdecydowane, namacalne, konkretne. Duża część opisów zapiera dech w piersi. Gdy rozpędzeni kolejką zjeżdżamy ze stromych zboczy, wprost w morze świateł którym jest Tbilisi. Razem z reporterem smakujemy słowa, przypatrując się produkcji koniaku.
"Cały sekret koniaku ukryty jest w słojach dębowego drzewa. Dąb rośnie i gromadzi w sobie słońce. Słońce osiada w słojach dębiny, jak bursztyn osiada na dnie mórz."
Dowiedziałem się tu wielu rzeczy, np. skąd wzięła się fortuna braci Nobel. Jaki procent wydobycia światowego ropy naftowej przypadał na Baku w 1900 roku. I wielu innych ciekawostek.
Autor przedstawia nam napotkane osoby, abyśmy lepiej poznali mentalność ludów i regionów. Ci prości ludzie za sprawą czaru pióra stają się nieodzownymi towarzyszami podróży.
Zdecydowanie polecam zbiór reportaży czytanych po raz drugi. Stawiam 9/10.
Pierwszy raz ta książka została opublikowana w 1968 roku przez wydawnictwo Czytelnik.
Z notki wydawniczej:
To zbiór reportaży powstałych w wyniku podróży po południowych republikach Związku Radzieckiego. Autor pokazuje życie codzienne w takich krajach, jak: Armenia, Azerbejdżan, Gruzja, Tadżykistan, Turkmenia, Uzbekistan, pokazuje jak przemysłowo techniczna nowoczesność miesza się w tych region...