Spoglądając pewnego razu na okładkę "Psa, który jeździł koleją" poczułem tak przemożne
rozrzewnienie, że bez namysłu nabyłem książkę czytaną w czasach dla mnie zamierzchłych.
Historia niezwykłego psa wabiącego się Lampo, według autora, Romana Pisarskiego, wydarzyła się naprawdę. Opowieść być może i nie zapiera tchu, jeśli spojrzymy na stronę warsztatową, ale ogromnie wzrusza i wciąga. Twórca ma nieprzeciętny dar narracyjny, w krótkiej, zwięźle skreślonej historii znajdziemy poruszające czułe struny uczuć, piękne, miłe i przepełnione ciepłem przygody.
Bohaterowie łagodni, najczęściej pogodni i ogólnie dobrotliwi, są tu jakby widownią, skupiającą się wokół zawadiackiego, miłego i wiernego Lampo. Psa, który jakby znikąd pojawia się na stacji Marillima i zaprzyjaźnia z tamtejszym zawiadowcą, jego rodziną i kolejarzami. Z niejasnych przyczyn podróżuje pociągami włoskimi, by z czasem stać się sławnym na całe Włochy. Historia chwyta za serce, ukazując ogromne przywiązanie psa do człowieka i człowieka do psa. Widzimy jak te więzy z czasem się zacieśniają i do czego zdolna jest miłość. Ta siła może pokonać barierę międzygatunkową.
Zdecydowanie polecam tę około godzinną lekturę. Czytana zarówno 15 lat temu jak i przed chwilą zostawiła we mnie trwały ślad. Stawiam 9/10.
Posłuchajcie dziś historii, która zdarzyła się we Włoszech. Będzie to opowieść o ludziach i o pewnym psie. O psie, który jak prawdziwy turysta, sam podróżował koleją po całym kraju. Będzie to zarazem opowieść o wielkiej przyjaźni. Nie jest to zmyślona historia. Chociaż dziwna, zdarzyła się naprawdę...