Za sprawą lektury "Ubika" po raz drugi spotykam się z ambitną, ciekawą i oryginalną twórczością Philipa K. Dicka.
O "Ubiku" świat dowiedział się w 1969 roku i od razu doceniła go rzesza fanów. Powieść science-fiction wciąga z każdą stroną bardziej, dzięki czemu czyta się ją szybko i przyjemnie. Mimo swej niedorzeczności, urzekł mnie humor sytuacyjny. Na przykład kłótnia Joe'go Chipa z drzwiami które nie chciały wypuścić go z domu bez opłaty. Lub z ekspresem któremu Joe nie mógł zapłacić za starą kawę. Ekspres zagroził że wezwie policję.
Postacie o charakterystycznej konstrukcji psychicznej, mimo dziwnych wdzianek w pełni przekonują do swojej kreacji. Pomagają uwierzyć w ten przedziwny świat telepatów, anty-telepatów, jasnowidzów i zamkniętych w zamrażarkach półżywych.
Akcja toczy się na Ziemi oraz w "pobliskim" kosmosie, gdzie bohaterowie przemieszczają się statkami kosmicznymi. Alternatywna "Ubikowa" rzeczywistość, sama się potwierdza, poprzez konsekwencję w jej kreowaniu. Jest to wystarczająco rozbudowany świat jak na potrzeby fabuły, trzystu-stronicowej powieści.
Z posłowia Stanisława Lema do pierwszego wydania Ubika:
"Wewnątrz świata rażonego obłędem... normalność zachowują już tylko ludzie. Dick poddaje ich więc ciśnieniu przeraźliwej próby i w jego fantastycznym eksperymencie niefantastyczna pozostaje tylko psychologia bohaterów. Walczą oni do końca, stoicko i zajadle, z nacierającym zewsząd chaosem, którego źródła są właściwie niedocieczone...
Osobliw...