Napisaną lekko i ze smakiem powieścią "Była sobie rzeka" rozpoczynam literacką przygodę z piórem Diane Setterfield.
Autorka posiada niezwykły talent do powolnego niczym wody Tamizy, snucia przedziwnych historii. Tu magia miesza się z codziennością, a przeszłość z tym co tu i teraz. Dlatego też czytanie dostarcza mnóstwa przyjemności. Twórczyni potrafi wzruszyć, przejąć, rozbawić, rozczulić, wzbudzić współczucie ale i smutek. Jednak nie każdemu będzie odpowiadało dość niskie napięcie.
Zwięźle skreślone za pomocą przeżyć wewnętrznych, a po trosze wyglądu i wypowiedzi postacie zachowują się naturalnie. Wprawdzie nie kipi w nich życie, przez co możemy czasem czuć znużenie historią, ale są wiarygodne. Dialogi nie wyróżniają się niczym szczególnym, ale też niczego nie psują.
Pani Diane tkając tę wyszukaną historię tworzy przy okazji unikalny klimat, który bardzo mi odpowiada. Akcja powieści toczy się w XIX-tym wieku, nad brzegami Tamizy we wsiach z okolicy Oxfordu.
Polecam tę znakomicie napisaną ponad czterystu-stronicową powieść, stawiam 8/10.
tytuł oryginału :Once Upon a River
data wydania: 11 marca 2020
stron: 480
To była najdłuższa noc w roku, kiedy wszystko może się zdarzyć.
Trzy dziewczynki zaginęły. Jedna wróciła. Opowieść się rozpoczyna…
W ciemną noc w środku zimy w starej gospodzie nad Tamizą ma miejsce niezwykłe wydarzenie. Stali bywalcy właśnie zabijają czas opowieściami, kiedy w drzwiach pojawia się ciężko ranny niezn...