"Może wszyscy są samotni. Może po prostu to znaczy być człowiekiem. Ciągle się zmagać z własną samotnością, z istnieniem w pojedynczym ciele."
„Gośćmi weselnymi” powieścią oryginalną i dość ambitną, po raz pierwszy spotykam się z twórczością Alison Espach.
Akcja książki wydaje się być pozbawiona napięcia, a życie bogaczy bawiących się na tygodniowym weselu w ekskluzywnym hotelu oderwane od rzeczywistości. Sytuację ratują liczne nawiązania do literatury epoki wiktoriańskiej, oraz mądre spostrzeżenia odnoszące się do natury ludzkiej.
Phoebe Stone to postać wokół której toczy się właściwie cała fabuła, zarówno jeśli chodzi o liczne retrospekcje, jak i o weselny tydzień. Jedynie z niektórymi postaciami utożsamiłem się, wierząc w ich kreację. Należały do nich te pierwszoplanowe. Pozostałe były dla mnie jedynie imionami, które myliłem. Dialogi prezentują się lepiej, pasują do postaci, czasem wywołują śmiech.
Akcja właściwa toczy się w czasie lockdownu w amerykańskim hotelu z XIX wieku położonym nad oceanem.
Życie Phoebe nigdy nie było proste. W trakcie narodzin straciła matkę, wychował ją ojciec, cierpiący na depresję weteran wojenny. Podporządkowana innym, samokrytyczna uwielbiała czytać. Wykładała studentom literaturę. Czemu niespokrewniona z parą młodą znalazła się na weselu? Czy odmieni się tam jej życie?
Raczej polecam czterystu-stronicową powieść, stawiam jej 7/10.
00
Dodał:Serfer Dodano:20 III 2026 (4 dni temu) Komentarzy: 0 Odsłon: 34
Gotowi na najbardziej zadziwiające wesele w historii literatury?
Był piękny dzień w Newport w stanie Rhode Island, kiedy Phoebe Stone zjawiła się w okazałym zajeździe Cornwall Inn ubrana w zieloną sukienkę i złote szpilki. Nie miała ze sobą żadnego bagażu, lecz recepcjoniści uznali ją za uczestniczkę wesela. W rzeczywistości Phoebe była jedyną osobą w hotelu, która nie przyjechała na tę uroczystoś...