"- Dlaczego nie powiedziałeś mi wcześniej, że mam ochroniarza?
- Żeby cię nie wystraszyć.
- Dlaczego więc mówisz mi o tym teraz?
- Żeby cię wystraszyć."
Lekturą "Skarbu" pierwszej części cyklu Rodzina Monet, stykam się z drętwą i nudną twórczością Weroniki Marczak.
Zaletą jest:
- atmosfera tajemniczości.
Do wad zaliczę:
- ospale toczącą się, nieciekawą fabułę oraz towarzyszące jej śladowe napięcie.
- sztuczny język, któremu brakowało swobody zdecydowanie męczył.
- brak głębi przestrzennej wynikający z mało klarownych opisów.
- nieudolnie sportretowane postacie, na czele z pięcioma braćmi Monet (na pierwszy rzut oka podobnymi charakterologicznie jak dwie krople wody) i najmłodszą ich siostrzyczką Hailie, cierpiącą z przez nich psychiczne katusze.
- nieznośną, przytłaczającą atmosferę.
- nie w pełni uwierzyłem w realność tej dziwnej historii, podobnie jak nie przejąłem się losem postaci.
- zdziwiło mnie że polska pisarka umiejscowiła akcję powieści młodzieżowej w Stanach i Wielkiej Brytanii.
Nie polecam ponad czterystu-stronicowej nieco dziwnej historii. Stawiam 5/10.
Zagubiona i odnaleziona jesteś jak skarb
Hailie Monet ma niespełna piętnaście lat, gdy w wypadku samochodowym traci dwie najukochańsze osoby: mamę i babcię. Ze skromnego, ale pełnego miłości i ciepła domu trafia do luksusowej willi w Pensylwanii zamieszkanej przez pięciu władczych i zdystansowanych mężczyzn. Oni raczej chłodno przyjmują nastolatkę.
Will, Vincent, Dylan, Shane i Tony to starsi br...