Za sprawą znakomitego "Limes inferior" po raz pierwszy spotykam się z twórczością Janusza Zajdla.
W swoim najsłynniejszym utworze science-fiction opisuje on z pozoru świetnie przemyślaną, dobrze prosperującą, zgoła idylliczną aglomerację Argolandu. Mieszkańcy zautomatyzowanego świata, widzą jedynie pięknie lśniący czubek góry lodowej, a zagraża im podobnie jak Titanicowi to co niewidoczne.
Mamy tu z jednej strony całkiem udaną wizję przyszłości, automaty odbierające ludziom pracę, totalna kontrola społeczeństwa, (w powieści symbolizuje ją klucz),rozwarstwienie ekonomiczne, urbanizacja. Z drugiej, jest to krytyka polityczna systemu panującego w Polsce, w czasach współczesnych autorowi.
Społeczeństwo zostało podzielone na siedem klas, wyższe pracują, niższe żyją z zasiłków. Na pierwszy rzut oka nikomu niczego nie brakuje. Jednak żądza pieniądza, kombinatorstwo, nadmiar czasu, podziały klasowe, psują obywateli zatracających się w zgubnych nałogach. Maszyny wykonujące pracę sprawiają że człowiek przestaje się rozwijać i starać.
Lekkie pióro zwięźle kreśli pełne kolorów sceny, które same pojawiają się przed oczyma wyobraźni. Nader inteligentny, bogaty język sprawił że zachwyciłem się tą pasjonującą historią.
W absurdalnym, sztucznie wykreowanym świecie Argolandu nic nie jest tym, czym się z pozoru wydaje. Argoland jest utopijnym miejscem, gdzie ludzie żyją w prawie idealnym socjalizmie, nikt nie musi pracować, gdzyż robią to za ludzi roboty, a jedynie najintelignetniejsi są wyznaczeni do kontrolowania pracy maszyn.