Niesamowita książka, świetny pomysł, doskonałe wykonanie - to slogany, ale w tym wypadku są szczere. Powieść w moim odczuciu jest nagromadzeniem wątpliwości, usprawiedliwień, udowadnia, że ta sama historia może mieć zupełnie inny odbiór w zależności od tego, kto ją opowiada. Pokazuje rynek wydawniczy od kuchni, ale też skłania do niejednej dyskusji.
Jeżeli współczułam June, czy to znaczy, że popieram kradzież? Czy Athena, wyłącznie ze względu na swój wygląd i korzenie, miała większe prawo do pisania o pewnych tematach? Najważniejsze pytanie „Yellowface” to „kto ma prawo pisać o cierpieniu?”, ale ja nie mogłam przestać się zastanawiać, jaki byłby odbiór tej książki, gdyby napisała ją Rebecca Smith, pisarka o „białej twarzy”.
„Yellowface” wychodzi poza swoje ramy i dotyka rzeczywistości. Jednocześnie zachowuje świetną równowagę pomiędzy społeczną refleksją a naprawdę wciągającą wymyśloną fabułą. Czułam napięcie i strach, gdy June była prześladowana w internecie, bałam się, że jej kłamstwa wyjdą na jaw. Chichotałam, kiedy bohaterka odwracała kota ogonem, wywijała się z tarapatów jak piskorz.
Polecam, zwłaszcza jeśli ktoś interesuje się literaturą, pisaniem i wydawaniem książek.