Za sprawą lektury "Never, never" po raz ósmy spotykam się z piórem Colleen Hoover. W pisaniu pomagała jej Tarryn Fisher i być może dlatego jest najsłabszą książką z tych ośmiu.
Wydumana, odrealniona historia miłosna, dziwna utrata pamięci i związane z nią problemy, nie miały szans przykucia mej uwagi. Fabuła na tyle oryginalna co sknocone wykonanie.
Powtórzenia były tak częste że męczyły. Schemat układania zdań właściwie się nie zmieniał, autorki znalazły prostą formułkę i tylko zamieniały w niej wyrazy.
Poprzez zachowania konsekwentnie charakteryzowani bohaterowie raczej przekonują do literackiej kreacji. Opisane są jednak bardzo powierzchownie, a niektóre zachowania z psychologicznego punktu widzenia, wydają się dziwne. Narracja prowadzona jest przez Charlie i Silasa w pierwszej osobie liczby pojedynczej w czasie teraźniejszym.
Para nastolatków, nagle traci pamięć. Ale nie całą, wciąż potrafią robić to co robili wcześniej, nie tracą przyswojonej wiedzy. Jednak nie poznają siebie, rodziny, znajomych. Nie znają ciemnej strony swojej przeszłości. Czy coś z tego wyniknie?
Ta powieść młodzieżowa w najmniejszym stopniu nie pochłonęła mojej uwagi. Stawiam 5/10.
Nie kocham cię.
Nic a nic.
I nie pokocham.
Nigdy, przenigdy.
Czasem wspomnienia mogą być gorsze niż zapomnienie. Charlie i Silas są jak czyste karty. Nie wiedzą, kim są, co do siebie czują, skąd pochodzą ani co wydarzyło się wcześniej w ich życiu. Nie znają swojej przeszłości. Pomięte kartki, tajemnicze notatki i fotografie z nieznanych miejsc muszą im pomóc w odkryciu własnej tożsamości.
Al...