"W otchłani dwa cienie przedzierają się po omacku przez gęsty, dławiący mrok. Ich ręce odnajdują się i światło spływa potokiem jak sto złotych urn, z których sypie się słońce."
Za sprawą "Pieśni o Achillesie" po raz pierwszy spotykam się z pięknym piórem Madeline Miller. Amerykańska autorka, dba o każdy detal, dokładnie i malowniczo opisując swoją wersję historii o Achillesie i Patroklosie. Tak umiejętnie kreuje postacie, że nawet herosi wchodząc między ludzi nabierają ich słabości. Pisarka koncentruje się na negatywnych cechach bohaterów: gniewie, bezwzględności, małostkowości.
Nad postaciami ciąży nieuchronne fatum a towarzyszący temu pesymistyczny, przytłaczający klimat zniechęcał mnie do lektury. Mający cechy horroru, fatalizm, dławił i mocno niepokoił.
Znakomicie nakreślono tło fabularne, poetycznie opisane miejsca tętnią życiem, przybliżając nam hellenistyczną Grecję.
W mojej ocenie, niemal czterystu stronicowa "Pieśń o Achillesie" posiada zarówno zalety jak i wady. Ostatecznie stawiam 7/10.
Pod lśniącą zbroją bohatera kryje się człowiek z krwi i kości.
W historii Achillesa obok okrucieństwa i siły jest miejsce na miłość i poświęcenie.
Nad Achillesem, synem króla i pięknej nimfy, ciąży straszliwe fatum. Tylko on może zapewnić Grecji wygraną w wyniszczającej wojnie. Ale zwycięstwo dopełni się wtedy, kiedy zginie.
Zapowiedź tej tragedii nie opuszcza go ani na krok, lecz Achilles nie...