Miłość wbrew przeznaczeniu, ryzykowna misja i królestwo na krawędzi wojny…
Odrzucona księżniczka…
Morgana Pendragon, wychowywana w cieniu brata – króla, nigdy nie mogła decydować o własnym losie. Ponoć w jej żyłach płynie skażona krew fae… Została pozbawiona dziedzictwa i przeznaczona boginiom, gdy osiągnie pełnoletność. Kiedy więc brat nakazuje jej odnaleźć legendarną broń fae o niewyobrażalnej mocy, Morgana chwyta tę szansę, by wyrwać się z okowów przeznaczenia.
Niebezpieczna pokusa…
Wyprawie przewodzi enigmatyczny wojownik, któremu Morgana musi się podporządkować. Jego bystry umysł i surowa uroda rozpalają jej serce. Lecz gdy Morgana próbuje pogodzić pragnienia z obowiązkiem, ona i jej nowi towarzysze stają w obliczu zagrożenia, które przerasta ich najgorsze koszmary.
Królestwo przebudzone krwią…
Złowrogie królestwo fae – od pokoleń uważane za zaginione – budzi się na nowo. Pragnie krwią i przemocą odzyskać to, co utraciło. A gdy Morgana odkrywa misterną sieć kłamstw i tajemnic fae, dociera do niej przerażająca prawda: sekrety zapisane w jej krwi czynią ją większym zagrożeniem, niż kiedykolwiek mogłaby przypuszczać.
„Królowa Róż” oferuje wszystko, czego można oczekiwać od dobrego romantasy: tajemnice, magię, niebezpieczną wyprawę, polityczne intrygi, rodzinne konflikty, wyrazistych bohaterów i emocje, które nie pozwalają pozostać obojętnym. Jednocześnie książka potrafi zaskakiwać i zachęca do snucia własnych teorii dotyczących dalszych wydarzeń.
Największym problemem tej powieści jest paradoksalnie jej zakończenie. Finał pozostawia czytelnika z ogromną liczbą pytań i sprawia, że trudno nie wypatrywać kolejnego tomu. Jeśli następne części utrzymają poziom pierwszej, seria „Krew Fae” ma szansę zdobyć wielu fanów również w Polsce. Ja po lekturze przede wszystkim zadaję sobie jedno pytanie: kiedy tom drugi?